Uzytkownik: nie zalogowany

Recenzja książki Marzeny Brody, "Nie dotykać Normana Hammera"

JOANNA ROSTROPOWICZ-CLARK

Nie dotykać chorego świata

Każda epoka, wśród wielu zapewne bardziej istotnych cech charakterystycznych, ma swoje ulubione formy wariactwa. Z mroków średniowiecza do ery nowożytnej wyprowadził Europę szalony starzec z La Manczy, burząc zardzewiałą lancą nie tylko wiatraki, ale zdawałoby się niezniszczalne kodeksy etyki, epistemologii i estetyki: dobro, prawda i piękno jeśli są, to nie tam, gdzie być powinny. Tuż po nim wszedł na scenę świata młody i zabójczo inteligentny Książę Duński, który poniekąd udawał i poniekąd był szaleńcem, skoro mordował krewnych i przyjaciół, wpędził w samobójczy obłęd kochającą go dziewczynę, a jest mu to na wieki wieków wybaczone, bo miał duszę i umysł wielkiego poety. Czas oświecenia nieco zmitygował te niebezpieczne fascynacje Iluzją i Ironią, ale już wkrótce został wykpiony przez maniakalno-depresyjnych romantyków, głosicieli wiary w bliskie pokrewieństwo zaburzeń umysłowych z twórczym geniuszem. Od tej pory nic już nie mogło zatrzymać triumfalnego w literaturze i sztuce rozkwitu ironicznych (i na ogół prawdziwych!) wizji szkodliwie zwariowanego świata oraz ujawniających ten niewesoły stan rzeczy najróżniejszego autoramentu pomyleńców.

Trochę zamieszania, na plus i na minus, wprowadziła tu współczesna psychiatria, od Freuda i Junga począwszy, a na genetyczno-neurologicznych badaczach jeszcze nie skończywszy. Odkładając na kiedy indziej minusy, po stronie plusów należy zapisać fakt licznych zapożyczeń - psychiatrów od artystów i vice versa. Odkrycie i opis jakże różnorodnych zaburzeń umysłowych wzbogaciło pole inspiracji artystycznej: w powieściach, i coraz częściej w filmach, pojawiali się (przeważa tu rodzaj męski) obok na przykład sadomasochistów, schizofreników i różnego typu nałogowców, także bohaterzy niepełnosprawni umysłowo - ale za to w nadmiarze obdarzeni wrażliwością moralną i duchową. Forrest Gump w amerykańskim filmie Barry'ego Levinsona i polski EdiPiotra Trzaskalskiego swą anielską dobrocią demaskują i zarazem łagodzą grzechy świata, tak oczywiste, że już ironia przestaje być potrzebna. Inną jeszcze cieszącą się w ostatnich latach znacznym zainteresowaniem nauki i sztuki psychiczną ułomnością jest autyzm. Terminem polskim jest idiosynkrazja, natomiast Francuzi ofiarę tego schorzenia nazywają idiot-savant, ponieważ cechują ją zazwyczaj wybitne zdolności, najczęściej muzyczne lub matematyczne. Takim sawantem matematycznym był grany przez Dustina Hoffmana bohater filmu Rainman, a muzycznym australijski pianista David Helfgott, sportretowany w doskonałym filmie Shine. W ubiegłym roku poważnym bestsellerem stała się powieść angielskiego pisarza Marka Haddena The Curious Incident of the Dog in the Night-Time, z piętnastoletnim autystycznym bohaterem, którego talent matematyczny i moralna wrażliwość rekompensują drastyczne symptomy choroby: lęk przed dotykiem i trudność kontaktu z ludźmi nierozumiejącymi jego inności. Nie mniej przejmującą i doskonale napisaną jest debiutancka powieść znanej czytelnikom Przeglądu Polskiego poetki Marzeny Brody, której tytuł, Nie dotykać Normana Hammera, sygnalizuje temat - i symbolikę - autyzmu.

Inaczej niż wspomniani wyżej aktorzy i autorzy, Marzena Broda stworzyła postać pozbawioną cech bezspornie atrakcyjnych: talentu, urody, dziecięcej niewinności - a więc postawiła sobie, i osiągnęła, trudniejsze zadanie, jakim jest w powieści ukazanie wyłącznie wewnętrznego piękna jej odmiennego bohatera. Zdała się zatem rygorystycznie na to, co jest pisarskim tworzywem, czyli język, i podzieliła go na dwa głosy: hermetyczny Normana Hammera i narratorski, który dyskretnie pośredniczy pomiędzy świadomością chorego i obcych mu czytelników. "Norman - objaśnia nam bezosobowy narrator - nie był poetą, jednak zastanawiał się nad światem, nad sobą. Zdarzało się, że dopadała go melancholia i nie opuszczała przez wiele dni. Znalazł na nią lekarstwo. Jechał w głąb lasu, wysiadał z auta i jak wilk gapił się w niebo. Trochę się bał, że ktoś usłyszy te skargi, dlatego zwijał rękę w kułak i krzyczał, tłumiąc dźwięk, który nie przypominał jego dawnego głosu".

Kim więc był Norman Hammer? Poznajemy go jako uciekiniera od stabilnego przedtem życia, wędrującego teraz amerykańskimi szosami w starym chevrolecie, zarabiającego na tę egzystencję tułacza dorywczą pracą w domach starych ludzi. Zostawia za sobą w miejscach krótkich postojów napis: Norman is normal. Nie możemy się więc, zdrowi umysłowo czytelnicy, łudzić, że być może nie jest nienormalny. Przypadkowo poznaje kobietę, która budzi w nim pragnienie miłości, ale ona ani go odtrąca, ani zatrzymuje - jak wszyscy, którzy mogliby czy powinni go kochać, zbyt zajęta jest sobą. Stopniowo, ze skrawków jego wspomnień o przeszłości ("Nie było powodu, aby je zapominać, bo i tak znikną") dowiadujemy się o jego losie. Zaadoptowany przez bezdzietnych małżonków, miał samotne i ponure dzieciństwo, ledwie opiekuńczą matkę i ojca, który go straszliwie skrzywdził, co być może (z czym nie zgodziłaby się dzisiejsza wiedza medyczna) spowodowało chorobę. Skończył studia, dobrze zarabiał jako konsultant w sprawach patentów, ożenił się z kobietą o dziwacznych narowach erotycznych, miał z nią dwie udane córeczki, rzucił pracę, bo odmówił latania samolotami... Odejście od żony tłumaczył sobie troską o dzieci - nie chciał, aby wraz z postępem rażących symptomów choroby zaczęły się wstydzić ojca. "Był na tyle mądry, aby się nie oszukiwać".

Jeśli świat wewnętrzny Normana Hammera jest siedzibą bolesnych i prawdziwych uczuć, zachwytu naturą i lękiem przed jej nieczystościami, to świat zewnętrzny - opisany w narracji - świat miejsc i ludzi, jest bezmiernie bezduszny, chory. Jedyni dobrzy w książce to para zakochanych w sobie starych ludzi, bliskich śmierci. Straszni kierowcy ciężarówek, straszny bar, w którym latynoscy chłopcy podrywają starych gejów, picie na umór, zły seks, śmietniska. Czyli Ameryka, która jak rodzice Normana "zaadoptowała" autorkę i z której autorka wróciła, "uciekła" do Polski. Każdy z nas, imigrantów, ma swoją Amerykę, a w oczach polskich pisarzy rzadko jawi się ona godna zachwytu: może przez kontrast z jej mitem złotego runa, złotej wolności. I jeśli wydaje nam się chora, szalona, to także każdemu inaczej. Marzena Broda widzi przydrożną monotonię, ziemię jałową, atrofię uczuć w stosunkach między pozornie bliskimi sobie ludźmi. Dla innych Ameryka jest targowiskiem próżności, hałaśliwym tyglem komercji i wulgarnej rozrywki, metropolią szklanych świątyń pieniądza i brudnych parków, gdzie wegetują bezdomni. Mnie, kochającą ten kraj przybyszów z całego świata, przeraża teraz szaleństwo wojny, która w imię "naszych" wyższych wartości obraca w perzynę kolebkę jednej z najstarszych cywilizacji świata.

Kto z nas jest, a kto nie jest, w tych osądach normalny? Nie dotykać Normana Hammera stawia to pytanie głosem poetki i pozostawia nas bez odpowiedzi.

Nie dotykac Normana Hammera  
Marzena Broda
Nie dotykac Normana Hammera jest opowiescia o wedrówce przez przeszlosc i terazniejszosc czlowieka, który nie chcial odczuwac swiata i ludzi. Opowiesc...
wydawca: Muza | ilosc stron: 153 | oprawa: miekka | cena: 9.00 USD

strona glowna

Masz problem? Wypelnij formularz | Copyright © 2002-2004  ksiazkionline.com. Opracowanie 2n Publishing