Recencja książki: Mariusza Urbanka "Tuwim"
JERZY R. KRZYŻANOWSKI
Tuwim upolityczniony
Znana seria wydawnicza "A to Polska właśnie" Wydawnictwa Dolnośląskiego wzbogaciła się ostatnio o dawno przez czytelników oczekiwaną książkę o najpopularniejszym poecie okresu międzywojennego, Julianie Tuwimie (1894-1953). Napisał ją Mariusz Urbanek, wrocławski dziennikarz, autor licznych wydanych w latach 1991-2003 książek, m.in. o Bolesławie Wieniawie-Długoszowskim, Leopoldzie Tyrmandzie, Józefie Piłsudskim, Stefanie Kisielewskim, a także monodramu o tematyce żydowskiej. Bibliografia, zdawałoby się, wystarczająco bogata, ażeby podjąć się pracy o człowieku, którego "przyjaciele i konkurenci nazywali księciem poetów" (s. 5). Ale czy wystarczająca naprawdę? Spróbujmy przyjrzeć się książce Urbanka starannie, pamiętając o randze "księcia poetów" nie tylko w latach międzywojennych, ale także i dzisiaj, o czym autor mówi nader obszernie w zakończeniu swojej pracy.
Zacznijmy zatem od tego właśnie zakończenia, od rozdziału ostatniego, najbardziej współczesnego. "Dziś to właśnie - pisze autor - Bal w operze jest wizytówką poezji Tuwima" (s. 201). Czyżby? Ta obsceniczna i wulgarna satyra antyrządowa z lat trzydziestych nigdy nie cieszyła się uznaniem ani autora, ani czytelników, o czym świadczyć może fakt, że drukiem ukazała się dopiero w 1982 roku! A sam Urbanek pisze o dwie stronice wcześniej, że "utwory Tuwima, te, które pisał dla Ordonki lub Zuli Pogorzelskiej, i te, które piosenkami stały się dopiero po jego śmierci, wytrzymały próbę czasu" i podaje nazwiska ich wykonawców (Czesław Niemen, Ewa Demarczyk, Marek Grechuta i wielu innych, s. 199), którzy rozsławili liryczny talent poety. Był bowiem Tuwim poetą nade wszystko lirycznym, twórcą najpiękniejszych we współczesnej literaturze wierszy miłosnych, o których Zofia Starowieyska-Morstinowa powiedziała: "W wierszach Tuwima zaczytywaliśmy się, umieliśmy je na pamięć, nieraz nimi między przyjaciółmi rozmawialiśmy, jakimiś ich fragmentami wyrażając lepiej niż słowami własnemi, co w danej chwili przeżywamy" (s. 73). Młodsi o całe pokolenie okupacyjni bohaterowie mojej powieści Diana (1986) tak właśnie rozmawiają wierszami Tuwima i cytują całe ich zwrotki, a i dzisiaj, jak pisze Urbanek, "biesiadnicy jak Polska długa i szeroka profanują [...] święte dla zakochanych piosenki do słów Tuwima" (s. 199). I one to właśnie są "wizytówką" jego poezji.
I mimo że Urbanek stwierdza, iż "Tuwim pisał jak nikt przed nim i nikt po nim" (s. 43), przykro to powiedzieć, ale odnosi się wrażenie, że nie poświęca dostatecznej uwagi, nie czuje poezji lirycznej, podobnie jak nie czuje ani atmosfery okresu międzywojennego, ani nawet znaczenia dzieła Tuwima. Pisząc o zafascynowaniu poety postacią Marszałka Piłsudskiego jako dowód późniejszej zmiany przekonań politycznych Tuwima podaje fakt, że w latach trzydziestych Słonimski i Tuwim "czuli jak brunatnieje życie w Polsce" (s. 92). Dla przypomnienia faktów historycznych wyjaśnić tu trzeba młodszym czytelnikom, że kolor brunatny był kolorem koszul i mundurów oddziałów szturmowych (SA) partii hitlerowskiej i stał się synonimem hitleryzmu. Nie wiem, skąd autor doszedł do takiego wniosku. Owszem, pod koniec lat trzydziestych zaktywizowało się Stronnictwo Narodowe i mała, choć krzykliwa grupa Obozu Narodowo-Radykalnego "Falanga", trudno jednak porównywać ówczesną Polskę z hitlerowskimi Niemcami, a wspaniała postawa całego społeczeństwa w okresie okupacji była tego najlepszym dowodem. Obaj poeci, z powodu swego żydowskiego pochodzenia, byli na te sprawy szczególnie wyczuleni, ale Urbanek, używając rażącego rusycyzmu, pisze, że "im przestało być po drodze z sanatorami" (s. 92). I tu dochodzimy do sedna problemu - nadmiernego upolitycznienia postaci i dzieła Tuwima, kosztem analizy literackiej jego utworów.
Książka tego rodzaju musi być wyważonym kompromisem między biografią a historią dzieła literackiego, jeśli jednak poświęcona jest pisarzowi, a nie politykowi, sprawy literatury powinny mieć w niej pierwszeństwo. W przypadku Tuwima proporcje te należało wyważyć szczególnie ostrożnie, zwłaszcza mówiąc o okresie powojennym, w latach natomiast międzywojnia zdecydowanie rolę najważniejszą u Tuwima grała literatura. Tymczasem autor, omawiając ten okres, stale pisze o "coraz bardziej ponurych poczynaniach dawnych przyjaciół" (s. 89), o "złej drodze, na której kraj się znajdował" (s. 91), o rosnącym antysemityzmie, co powodować miało lekceważenie, a nawet ostracyzm wobec poety, i konkluduje: "poczucie wyobcowania pisarza narastało" (s. 103). A równocześnie utwory tego rzekomo "wyobcowaego" pisarza cieszyły się niesłabnącą popularnością nie tylko na scenach kabaretów i rewiowych teatrzyków, ale w licznych wydaniach i wznowieniach rozchwytywanych przez publiczność. "Przede wszystkim jednak - pisze Urbanek - w drugiej połowie lat 30. niespodziewanie objawił się się wszystkim nowy, wspaniały Tuwim [...] - autor wierszy dla dzieci" (s. 115). I nie była to tylko ucieczka od narastających problemów politycznych, ale prawdziwa, zdumiewająco pełna poezja. Pamiętam, że gdy na seminarium doktoranckim znakomitego teoretyka literatury prof. Austina Warrena na University of Michigan profesor zaproponował naszej międzynarodowej grupie aspirantów przygotowanie recytacji wiersza w oryginale, bez tłumaczenia, ale tak, by okazał się zrozumiały dla wszystkich, bez względu na kraj pochodzenia, wybrałem Lokomotywę Tuwima. Już po przeczytaniu kilku zwrotek sędziwy, lecz pełen jak zawsze energii profesor zerwał się z krzesła i zawołał: But of course! A railroad locomotive! How splendid! Później zaś, jako przykład autoanalizy poetyckiego warsztatu przełożyłem Eksperyment ("Wiosno! Wyraźnie i dobitnie..."), a obie te prace przyniosły mi na seminarium stopień celujący - oczywiście dzięki doskonałości poezji Tuwima.
Okres emigracyjny był dla poety nie tylko najtrudniejszy z powodu tragedii narodowej, wiadomości o zagładzie Żydów, oderwania od kraju i zaniku twórczej weny, ale także ze względu na przełom światopoglądowy, jaki dokonał się w roku 1941, z chwilą wybuchu wojny niemiecko-rosyjskiej. Urbanek do końca nie wyjaśnia powodów tej radykalnej zmiany stanowiska wobec przedwojennej Polski, nagłej gloryfikacji Rosji Sowieckiej, zerwania z dawnymi przyjaciółmi i pełnej akceptacji potępianego przed wojną komunizmu, co zasadniczo miało zaważyć na następnych latach życia Tuwima. Napisał tylko: "Wielokrotnie później podkreślał znaczenie tej daty. Wtedy miał narodzić się nowy Tuwim. Nie widział już dla Polski i Polaków innej drogi niż najbliższa współpraca ze Związkiem Sowieckim" (s. 132-133). Nieco więcej wiadomości na ten temat, aż do momentu całkowitego zerwania z emigracją i powrotu do kraju w 1946 r., znaleźć można w ostatnio omawianej w Przeglądzie Polskim książce Beaty Dorosz Lechoń i Tuwim. Dzieje trudnej przyjaźni (2004). Faktem jest, że począwszy od roku 1941 Tuwim nie tylko zbliżać się coraz bardziej zaczął do środowisk radykalnie lewicowych, ale gloryfikował bez wyboru wszystko, co pochodziło z Rosji Sowieckiej.
Nie bez wpływu na to była trwająca od młodych lat fascynacja językiem i poezją rosyjską, co już przed wojną przyniosło znakomite przekłady m.in. Puszkina, a potem innych wybitnych poetów i pisarzy rosyjskich. Porównanie dwóch przekładów Eugeniusza Oniegina, dokonanych przez Tuwima i przez Adama Ważyka, wykazuje nie tylko artystyczną wyższość pierwszego nad drugim, ale jest dowodem śmiałego eksperymentu poetyckiego - próby oddania tzw. onieginowskiej strofy poematu, obfitującej w rymy męskie, a więc słowa jednosylabowe, rzadkie w języku polskim, tym samym rytmem, jaki charakteryzuje strofę Puszkina, co prawda nie zawsze z dobrym rezultatem. Podczas kiedy Ważyk strofę opisującą taniec baletnicy Istotminy: to stan sow'jot, to rozow'jot// i bystroj nożkoj nożku b'jot (rozdz. I, zwrotka XX) kończy: "I zgina, i odgina kibić// By takt o stopę stopą wybić", Tuwim w swoim staraniu jak najbliższego oddania rymu wiersza Puszkina ten sam fragment tłumaczy niezbyt fortunnie: "A ona zwija się jak wąż, // Nóżką o nóżkę bije wciąż". "Na zebraniu ZLP zaatakował Adama Ważyka za przekład Eugeniusza Oniegina - komentując wystąpienie Tuwima wspomina Urbanek. - Czuł, że ktoś wszedł na teren dotąd dla niego zastrzeżony, a co gorsza, narobił na nim szkód. Po pierwszych kurtuazyjnych zdaniach o strofach przełożonych doskonale przez półtorej godziny i kilkadziesiąt stron wers po wersie wyliczał błędy gramatyczne, nielogiczności, wulgaryzację z jednej i ogołacanie języka Puszkina z drugiej strony, nieznajomość realiów, luki w języku rosyjskim, wreszcie dziwaczną polszczyznę i brak wyobraźni Ważyka" (s. 185-187).
Pozostaje jednak sprawa służalczości wobec systemu komunistycznego, posunięta tak daleko, że widoczna nawet w języku pisarza, przyjmującego frazeologię partyjnej nowomowy: tak np. Tuwim zamiast "Niemcy" stale pisał "faszyści", szafował obelżywymi epitetami pod adresem emigracji, gloryfikował Stalina i Bieruta. Wspomina jednak Urbanek przypadek jego wstawiennictwa w sprawie ułaskawienia skazanego na śmierć żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych (s. 179-180) i dodaje: "Tuwim bywał na salonach, pisał wiernopoddańcze listy, oddał talent w służbę złej sprawie, bo nie potrafił przewidzieć, jak szybko zwyrodnieje, ale czy był aż zdrajcą? Nie miał na pewno dość siły, żeby walczyć. Nie miał dość odwagi, żeby zbuntować się i powiedzieć ´nieª, ale wystarczyło mu sił, żeby innym, którzy jego pomocy potrzebowali, skutecznie pomagać" (s. 179).
Zamykający książkę rozdział Urbanek zatytułował Ojczyzna-polszczyzna, co czytelnikom językowych opracowań prof. Krystyny Olszer przypomni, że właśnie Tuwim był autorem tego tak popularnego zwrotu. Omawiając do dziś trwającą sławę poety autor powołuje się m.in. na stałą obecność jego nazwiska w internecie, gdzie "znajdują się dziesiątki i setki wierszy Tuwima. Wydawałoby się, że dawno zapomniane, czasem niedoceniane, wiodą wirtualne życie w sieci" (s. 203). Sprawdziłem: Yahoo podaje nazwisko poety 26 700 razy, a Google 87 000! Dla porównania przypomnieć warto, że Czesław Miłosz wymieniany jest w obu wyszukiwarkach 55 500 i 88 700 razy, a Wisława Szymborska - 31 400 i 50 700 razy. Trwałość dzieła Tuwima wydaje się zapewniona w XXI wieku.
Wydawnictwa serii "A to Polska właśnie" zasłynęły m.in. obfitością materiału ilustracyjnego, a Tuwim nie jest wśród nich wyjątkiem. Podziwiać należy redakcję, której na 203 stronach druku udało się pomieścić obok zasadniczego tekstu ponad 270 kolorowych zdjęć i reprodukcji, niejednokrotnie wysoce wartościowych, czasem tylko niezbyt dobrze dobranych do zilustrowania wywodów autora. Tak np. znana fraszka Słonimskiego o adiutancie Piłsudskiego płk. Bolesławie Wieniawie-Długoszowskim:
Dzwoniąc szablą od progu, idzie piękny Bolek,
Ulubieniec Cezara i bożyszcze Polek
zamieszczona jest pod... karykaturą Wieniawy (s. 57), podczas gdy dzisiejsze czytelniczki na próżno szukałyby zdjęcia "pięknego Bolka", żeby przekonać się, jak wyglądało "bożyszcze" ich matek czy nawet babek. Podobnie rzecz ma się z fotografią Marszałka Piłsudskiego, pokazanego jako złamany wpół, niedołężny starzec (s. 68), a nie bohater i wódz uwielbiany przez Tuwima, człowiek, który umarł w wieku zaledwie 68 lat.
Te i inne drobne potknięcia, takie jak niechlujstwo językowe ("język Eugeniusza Oniegina nijak się ma do bełkotu partyjnych referatów", s. 161), nie będą zapewne przeszkadzać zwykłemu czytelnikowi w poznaniu życia i dzieła Tuwima, rażąc jedynie polonistów i wielbicieli poezji autora Siódmej jesieni. Bogactwo informacji, interesujące szczegóły biograficzne, obfite ilustracje, wszystko to pozwala zaliczyć książkę Urbanka do wartościowych przyczynków literatury o jednym z najwybitniejszych polskich poetów współczesnych, a umieszczony na okładce portret Tuwima, namalowany w 1929 r. przez Witkacego, jest więcej niż tylko ozdobą tomu, pokazuje bowiem oblicze człowieka już wtedy, u szczytu sławy, głęboko cierpiącego, jakby w przeczuciu nadchodzących klęsk, zarówno ogólnonarodowych, jak osobistych.